BERNARDYN
Fundacja Zwierząt Skrzywdzonych
Biuro: 98-100 Łask, Anielin 51
tel. 732 669 659, fundacja@bernardyn.org.pl
NIP 8311617333 REGON 100812798
KRS 0000344864

Bank PKO SA, nr konta:
18 1240 3288 1111 0010 2985 8304
SWIFT: PKOPPLPW
IBAN:
PL 18 1240 3288 1111 0010 2985 8304

PayPal: przekaż darowiznę


Szukaj na stronie

Brego

Przejęty 15-06-2011 (zrzeczenia prawa własności), ogier, ur. 11-05-2011. Gospodarz na wsi pod Warszawą podjął decyzję o uśpieniu miesięcznego źrebaczka. Osesek, który jeszcze dobre kilka miesięcy powinien ssać mleko matki. Sięga człowiekowi ledwo do pasa. Źrebaczka nie chciał uśpić lekarz, który od ponad dwóch tygodni przyjeżdżał i walczył o jego życie. Lekarz dzisiaj po południu skontaktował się z kilkoma organizacjami prozwierzęcymi błagając o pomoc. Powiadomiono naszą fundację. Źrebaczka trzeba szybko zabrać gospodarzowi i natychmiast zacząć kontynuować leczenie rozpoczęte przez lekarza i oczywiście od razu zacząć co 4,5 godziny karmić zastępczym mlekiem. W tej chwili maluszek jest wychudzony, ponieważ z powodu choroby coraz trudniej daje radę sięgnąć do kobyły i ssać mleko.

Ponad dwa tygodnie temu gospodarz wezwał lekarza, ponieważ źrebie nie wstawało. Lekarz zdiagnozował ropne zapalenie stawów skokowych (tylne nogi) i co kilka dni przyjeżdżał podawać antybiotyk. Udało się zaleczyć chorobę, jednak nastąpiło odbicie na przód i maluszek przez jakiś czas próbował chodzić na nadgarstkach. Od kilku dni kości nadgarsków od mechanicznych przetarć są na wierzchu i źrebie nie wstaje. Leży głodne i chore. Na dzień dzisiejszy jest zgoda na nieodpłatne oddanie źrebaka, jednak co będzie jutro nie wiemy. Realia polskich wsi są okrutne.

17-06-2011

Źrebak jest pod naszą opieką niespełna trzy doby. Mieliśmy wątpliwości odnośnie postawionej diagnozy i zaleconego leczenia. Zarówno lekarza, który przekazywał nam zwierzę , jak i lekarza, którego wezwaliśmy wczoraj. Poprosiliśmy wobec tego o konsultacje dyplomowanego specjalistę chorób koni, lekarza weterynarii z 30 letnią praktyką w leczeniu tych zwierząt, hodowcę i miłośnika  (nazwisko upublicznimy jesli uzyskamy zgodę). Lekarz spędził przy koniu kilka godzin. Oto relacja:

1. Za aktualny stan źrebaka odpowiada poprzedni właściciel. Doszło do karygodnych zaniedbań i zaniechano leczenia. Weterynarz został wezwany doraźnie, gdy koń już nie wstawał. Diagnoza i sposób leczenia wg specjalisty błędne,  co w konsekwencji doprowadziło do pogorszenia stanu zdrowia.

2. Zwierzę odwodnione i wychudzone. Ropne zapalenie stawów skokowych. Nie prawdą jest, że zaleczone. Prawa przednia noga po niewiadomym urazie; zerwane dwa ścięgna, ubytek skóry ok. 10 cm2, liczne otarcia, martwica tkanek, widoczne kości, z tyłu nadgarstka rana ok. 12 cm2, martwica tkanek, widoczne kości. Lewa przednia noga: z tyłu nadgarstka rana wielkosci ok. 6 cm2, martwica tkanek, ropa, widoczna kość i ścięgna.

3. Stan przednich nóg wskazuje na długotrwałe i błędne usztywnianie i krępowanie “domowymi” sposobami, co w konsekwencji doprowadziło do powstania odparzeń, otarć, odgniotów, a później do krwawych ran, gnicia skóry i tkanek, wreszcie bardzo silnego stanu zapalnego i zakażenia.

4. O tym, że źrebak długo nie wstawał świadczą również odparzenia od moczu w okolicach brzucha.

5. Tak prowadzony koń cierpiał niewyobrażalny ciągły ból. Nie były podawane żadne środki przeciwbólowe.

Wyobraźcie sobie gospodarza, który wchodząc codziennie do obory i widząc leżącego malucha, ignoruje smród rozkładajacego się, gnijącego mięsa, odgania się od much i nie robi nic. Źrebie leży głodne ze związanymi nogami, załatwia się pod siebie. Gospodarz czeka. Pewnego dnia odwija gałgany, którymi były skręgpowane kończyny źrebięcia i widząc, że “leczenie” nie skutkuje wzywa jednak lekarza. Weterynarz stwierdza, że stan jest tragiczny i nie uda się utuczyć konika do odpowiedniej masy rzeźnej.

Rokowania:

1. Złe
2. Ze względu na bardzo silny stan zapalny organizmu rany się nie goją; brak ziarniny
3. Obawa uszkodzenia stawów

Priorytetem jest wyleczenie ran. Przykurcze nie są dla życia groźne i medycyna potrafi skutecznie je leczyć. Koń jest, w odróżnieniu od psa drapieżnika, zwierzęciem roślinożernym uciekającym i organizm jego nie jest genetycznie przystosowany do regeneracji tak dużych uszkodzeń ciała. Jeśli rany nie będą ziarninować, a zapalenie poszerzy się na stawy i kopyta konik będzie musiał zostać poddany eutanazji.

19-06-2011

Dzisiaj lekarz wdrożył leczenie. Ponieważ mamy stan wyższej konieczności, czyli mówiąc bez osłonek nic już do stracenia, został podany dożylnie Borgal. Organizm bezpośrednio po wstrzyknięciu zareagował dobrze i teraz czekamy kilka dni na reakcję. Jeżeli nie będzie poprawy dawka zostanie powtórzona. Jeśli nadal nic nie będzie się działo to niestety musimy się poddać.

Mamy stan ciężkiego zakażenia organizmu spowodowany ranami na przednich kończynach i jeśli tego  szybko nie wykluczymy, czyli jeśli organizm niezwłocznie nie podejmie walki to nie damy rady. Zakażenie przejdzie na inne organy (stawy, posocznica) i to już koniec.

To jest bardzo duży koń, po wielkiej kobyle. Docelowo jakieś 700-900 kg. On musi móc chodzić. Pies może żyć częściowo sparalizowany; w naszym środowisku pies na wózku, na trzech łapach, ślepy, głuchy itd to nic szokującego i nie zauważamy tego kalectwa ani my ani tym bardziej te zwierzęta. Jednak koń nie może żyć na leżąco. Może nie móc biegać, forsować, ale sprawnie chodzić MUSI.

23-06-2011

Zakażenia nie ma, rany powoli, ale goją się. Ropy coraz mniej, właściwie tylko w prawej nodze. Jest nadprodukcja mazi stawowej, która na razie przetokami wypływa na zewnątrz. Stopniowo będzie się zamykało ujście i dalej zależy od tego, jak organizm sobie z tym poradzi. Lekarz zakłada powstawanie wodniaków. Teraz najważniejsze są stawy. Tętno 60/min. Rokowania nadal bardzo ostrożne, ale leczenie przebiega zgodnie z planem i oczekiwaniami. Nic w trakcie “nie wyskoczyło”. Przykurcze ustępują, wstrzymujemy się z zakładaniem usztywniaczy. Funkcję wspomagaczy pełnią grube opatrunki z ligniny. Na przyszły tydzień planowana wizyta kowala ortopedy i ortopedyczne struganie kopyt. Następna wizyta 25-06. W przyszłym tygodniu lekarz będzie chciał odstawić Borgal i założyć wenflon do podawania leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych. Będziemy mogli spotykać się trochę rzadziej, co ograniczy koszty.

28-06-2011

No i się udało!!!! Będzie żył i będzie chodził. Nie będzie pracował, będzie rozpieszczonym “darmozjadem”, będzie się o niego  dbało i na niego chuchało. Jeśli zgłoszą się osoby, które będą w stanie zapewnić jemu szczęśliwy dom to bardzo dobrze, jeśli nie to będzie z nami.

W dalszym ciągu w trakcie leczenia, ale śpimy już spokojnie. Lekarz prowadzący leczenie też już odetchnął.

Na imię ma BREGO. Jego Ojcem Chrzestnym jest Pan Robert Gawliński (lider zespołu muz. WILKI).

 

02-07-2011

Brego przeniesiony na wybieg z twardym podłożem, musi ćwiczyć chodzenie. W dotychczasowej stajni miał grubo wyścielone i nie musiał uważać. I nie uważał, nie starał się, bo “lądowanie”  było bezpieczne. Drugi dzień u nas ciągle pada deszcz i nie możemy źrebaka wypuścić na trawę. Powinien ćwiczyć chód. Lekarz sugeruje podkowy ortopedyczne, do zrobienia na wymiar w Warszawie, ale musielibyśmy zamawiać nowe co 4-5 tygodni, mały rośnie. Rany trochę zaczęły znowu ropieć, musimy cześciej zmieniać opatrunki. To dodatkowe koszty; jednorazowo na dwie nogi 60 zł w środkach opatrunkowych. A i technicznie coraz trudniej. Przewinięcie, przemycie, zabezpieczenie lekami to każdorazowo ok. 1,5 godziny. Opiekunce jest ciężko samej, a do codziennej pomocy nie ma nikogo. Co drugi dzień zajmuje się tym również lekarz, który niestety nadal musi przyjeżdżać co 48 godzin. Nie można założyć wenflonu (za dużo much), a i jego nadzór jest na tym etapie bardzo potrzebny. Szkoda, że pada, ale z drugiej strony dobrze dla gojących się ran. Wieczorne karmienie jest ograniczane do połowy porcji (2 l mleka); musimy trzymać Brego szczupło. Podsumowując: nie nudzimy się przy tym maluchu… W wolnych chwilach zrywamy pyszną trawkę….

10-07-2011

W dalszym ciągu co 48 godzin lekarz; kontynuacja leczenia. Zmiana opatrunków co 12 godzin, wlewy dożylne co 48 godzin. Rana na lewej nodze właściwie zagojona, lekki opatrunek.

08-09-2011

Rany zagojone, Brego sprawny i radosny. Bryka po łakach, próbuje wchodzić do domu, coraz odważniejszy do innych koni. Leczenie właściwie zakończone, chociaż mały nadal pod troskliwą opieką i nie spuszczany z oczu. Co jakiś czas coś nas niepokoi i wtedy opiekunka jest cały czas przy żrebaku, żeby niczego nie przeoczyć. Koszt miesięczny utrzymania waha się w tej chwili w granicach 500-800 zł, z uwzględnieniem preparatów witaminowych, musli, owsa. Jeśli dochodzi wizyta lekarza i zabiegi to dodatkowe 150- 250 zł, w zależności od problemu.  Czeka nas na dniach kowal; podamy ile kosztował.

 20-10-2011

Emocje w związku z akcją ratowania życia żrebaka minęły. Został młody koń i nasza codzienność. Osób zainterresowanych adopcją, którzy przyjechaliby do Brego i chociaż zobaczyli nie było. Zaledwie kilka nieistotnych telefonów, w tym pytanie o aktualną wartość rynkową. A przy okazji: w tej chwili Brego jest wart ok. 6 tyś złotych, więc to też nie jest tak, że nie opłaca się ratować gospodarzom (chłopom, wieśniakom…) źrebaków w takim stanie, w jakim zabraliśmy Brego. Nasz koń nie zostanie zjedzony, ale będzie to wyątkowo duży i drogi okaz.

 

nr ewid. 2/06/2011/źrebak


© 2017 Bernardyn Fundacja Zwierząt Skrzywdzonych, Anielin 51, 98-100 Łask